Blog ten jest w dedykowany:
Ewie - mojej najlepszej przyjaciółce i współautorce tego opowiadania,
Annie, autorce bloga my-fairytale,
oraz wszystkim wielbicielom historii Upiora w operze!



Powrót

Rozdział 2 - Meg

wtorek, 4.sierpnia.2009, 15:18
Nareszcie - reaktywujemy tę historię:D bedzie dodawana tutaj i na Naszym Onet Blogu:D

Pozdrawiamy czytelników!

Panna X i Panna Y

***


Szkoła przyzwyczaja ludzi do wczesnego wstawania. Zawsze byłam pewna, że to jedna z jej podstawowych funkcji, bo nie mogła mieć tylko jednego celu, skoro spędzałam w niej kilka godzin dziennie. Nie było nic dziwnego w tym, iż równo o siódmej moja świadomość ożywiała się. Gorzej było z ciałem, które potrzebowało kilku sensownych argumentów, by zwlec się z łóżka. Tym razem poszło lepiej, gdyż prawie samo zerwało się na dźwięk klucza, przekręcanego w zamku. Mój pokój posiadał jedynie nieczynną klamkę, uniemożliwiającą nawet odrobinę prywatności, więc charakterystyczny chrobot stanowił nowość. Gdy otworzyłam oczy, okazało się, że nie jedyną. Uniosłam się na łokciach i rozejrzałam po pomieszczeniu, którego za nic nie mogłam sobie przypomnieć. Jedynymi znajomymi mi elementami były moja torba podróżna, rzucona niedbale koło łóżka i Chris, śpiąca mocno na posłaniu obok. Dopiero widok wysokiej blondynki w drzwiach sypialni uświadomił mi, gdzie się znajduję. Do tej pory żyłam przekonaniem, że całe to przeniesienie stanowiło element jednego z moich barwnych, zabawnych snów. Czy rzeczywiście zmieniono mnie w Meg Giry?
- Dzień dobry, Megan. Mam nadzieję, że noc minęła ci spokojnie – stwierdziła, siadając na jedynym krześle w pokoju, który nota bene nie należał do najlepiej urządzonych. Moją uwagę oderwało przeciągłe ziewnięcie, dobiegające gdzieś z prawej strony. Nowa Christine wyciągała ręce w stronę sufitu, a ja przyglądałam się jej z ciekawością. Mimo znajomego wyrazu twarzy, nie wyglądała jak dawniej. Również błyskawicznie oprzytomniała na widok Madame Giry. Złożyła grzecznie ręce na kołdrze, przyglądając się krytycznie swoim sterczącym na wszystkie strony włosom.
- Dzień dobry, Christine – przywitała ją Madame, posyłając jej łagodny uśmiech. Chris odpowiedziała jej, po czym spojrzała na mnie ukradkiem. Po jej szeroko otwartych oczach poznałam, że też nie przyzwyczaiła się jeszcze do naszych nowych wcieleń. Zaśmiałam się cicho i wstałam. Uwielbiałam nowe wyzwania, a ten dzień zapowiadał się co najmniej interesująco. Madame podała nam ubrania, w które miałyśmy się przebrać i zostawiła nas same. Gdy Chris siedziała w łazience, przejrzałam zdjęcia innych tancerek, by wiedzieć, z kim mam do czynienia. Miałam dobrą pamięć do twarzy, ale ich nazwiska mogły stanowić pewien problem. Marszcząc czoło, starałam się przypomnieć imię dziewczyny na fotografii, jednocześnie ubierając rajtuzy, trykot i krótką, zwiewną sukienkę, która jak dla mnie nie należała do zbyt wygodnych.
- Czy ty możesz mi wyjaśnić, jak ja mam się w tym pokazać ludziom? – zapytałam zdegustowana, ciągnąc za rąbek spódnicy. Christine otworzyła drzwi i przyjrzała mi się krytycznie, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Tylko wywróciłam oczami, widząc jej entuzjazm. Należałam do optymistów, ale ta cała historia wraz z Withmorem w ramach promocji nie podobała mi się.
- Daj spokój. W naszych czasach uwielbiałaś miniówki, a ona jest niewiele dłuższa od twoich sukienek – stwierdziła, kręcąc głową z pobłażaniem. Tylko prychnęłam lekceważąco. To nie był XXI wiek, w którym tak krótkie rzeczy widywało się co krok! Tutaj stanowiłyśmy wyjątek, co niepokoiło mnie na równi z naszą misją. – Nie martw się tak. Wszystko będzie ok. Zjedzmy coś, a świat od razu zrobi się bardziej kolorowy.
Mój żołądek zareagował na te słowa głośnym burczeniem, które poprawiło mi humor. Już w lepszym nastroju pobiegłam za Christine do jadalni.

***

Śniadanie minęło w miłej, lekko sennej atmosferze. Okazało się, że corps powstało na tyle niedawno, że moja nieznajomość imion reszty grupy nie była niczym wyjątkowym. Ich sympatyczne, otwarte postawy zaskoczyły mnie. Przyzwyczaiłam się do nieufności i strachu ludzi z wielkiego miasta, którzy musieli się pilnować na każdym kroku. Podobała mi się ta inność i coraz bardziej czułam się „na miejscu”. Gdy już się najadłyśmy, Madame wstała.
- Dziewczęta, zapraszam do sali prób. Mamy tylko dwa miesiące by ułożyć całą choreografię do opery „Hannibal” i nie możemy marnować czasu – ogłosiła. Po jadalni przeszedł szmer zainteresowania. Poczułam nagły napływ entuzjazmu. Od tego wszystko się zaczęło i stanowiło to jakiś stały element w tej zakręconej rzeczywistości. Wymieniłyśmy z Chris porozumiewawcze spojrzenia, czując charakterystyczne mrowienie w całym ciele. Zapowiadało się interesująco.
Przynajmniej do chwili, gdy weszłyśmy na salę. Nigdy nie tańczyłam baletu i trochę wątpiłam, że ten fragment naszego nowego życia przebiegnie bez problemów. Wbrew moim mrocznym oczekiwaniom nie było aż tak tragicznie.
Nowe ciało posłusznie poddawało się rozkazom mózgu, gdy ten zrozumiał już, o co chodzi w tych wszystkich skomplikowanych nazwach, co stanowiło nie lada problem dla takiego osła językowego jak ja. Nigdy nie miałam zbytnich chęci ani zdolności do lingwistyki, choć moje talenty muzyczne według psychologów miały świadczyć o czymś zupełnie innym. Problem w tym, że moją ojczystą mową stała się melodia już od pierwszych chwil życia i niewiele można zmienić w wieku lat osiemnastu. Dobrze radziłam sobie z angielskim, ale reszta języków stanowiła dla mnie czarną magię. Rozumiałam tylko te fragmenty, które nie kłóciły się z ukochaną, czystą logiką, czyli według mojej osobistej oceny nie było tego za wiele. Musiałam odrzucić swoje rozmyślania i skupić się na wykonywaniu tych wszystkich niewygodnych póz i piruetów.
Sytuacji nie poprawiały dziwne piski wysokiej częstotliwości, dobiegające ze znajdującej się po drugiej stronie budynku sali ćwiczeń La Carlotty. Dotkliwie raniły mój słuch i doprowadzały mnie samą do nerwicy. „Wielka” diwa także przygotowywała się do gry w „Hannibalu”, więcej czasu poświęcając kłótniom ze wszystkimi niż śpiewowi. Na szczęście, gdy próba zakończyła się (trwała cztery i pół godziny, ku mej bezbrzeżnej radości), kobieta opuściła operę. Nas poproszono o pomoc przy dekoracjach. Lubiłam tego typu zajęcia, więc z uśmiechem pośpieszyłam do głównej sali. Cały mój entuzjazm wyparował, kiedy dostrzegłam na widowni Jaśnie Pana Withmore’a. Na nasz widok uśmiechnął się bezczelnie, przyglądając się naszym sylwetkom. Dziką satysfakcję sprawiła mi myśl, że nie oglądał mnie w tej krótkiej, zwiewnej sukience tylko w dziennej, dłuższej, którą zmieniłam przed przyjściem tam. Madame Giry spojrzała na niego i gniewnie zmarszczyła czoło. Spodobało mi się to niezmiernie. Wiem, że zachowywałam się jak dzieciak, ale to było silniejsze ode mnie. Jeszcze bardziej ucieszyłam się, gdy ruszyła szybkim krokiem w jego stronę.
- Meg, przestań wpatrywać się w hrabiego takim wzrokiem, jakbyś chciała go rozebrać tu i teraz – stwierdziła rozbawionym tonem Chris, gdy malowałyśmy pień drzewa. Z oburzenia zabrakło mi tchu. Ja jedynie kontrolowałam jego zachowanie! Owszem, był pociągający i rozmaite nieprzyzwoite myśli chodziły mi po głowie, ale stanowiło to jego jedyną zaletę. Tak zadufanego w sobie, aroganckiego, niewybaczalnie przystojnego, bezczelnego, zgryźliwego Don Juana dawno nie widziałam! Zachowywał się, jakby cały świat należał do niego, co stanowiło irytujący dodatek do jego idiotycznie skonstruowanej osobowości.
- Daj spokój, Chris. Nie mam ochoty na jednorazowy numerek, a wątpię by stać go było na coś więcej – odparłam pozornie beztroskim tonem, na co przyjaciółka posłała mi powątpiewające spojrzenie. Wbrew wątpliwościom obie zachowałyśmy swoje dziewictwo dla kogoś wyjątkowego. Do tej pory nikt taki nie stanął na drodze żadnej z nas, więc całą swoją wiedzę o seksie czerpałyśmy z książek, które nie tylko czytałyśmy, ale wręcz pożerałyśmy. Może gdybym miała za sobą ten pierwszy raz, wykorzystałabym Jaśnie Oświeconego Idiotę ot tak dla sprawdzenia, czy rzeczywiście jest tak dobry, jak się nam wydawało, ale w obecnej sytuacji nie miałam ochoty na kilka minut przyjemności, nie dające nic ponad chwilową satysfakcję.
Poza tym całe mojej jestestwo buntowało się przeciwko byciu kolejną, łatwą panienką na liście arystokraty. Zauważyłam, że bezwolnie znów wpatruję się w niego, więc tylko prychnęłam poirytowana i odwróciłam głowę w stronę rozbawionej Christine. Takie zachowanie nie pasowało ani do mnie, ani do roli córki Madame Giry. Obiecałam samej sobie, że będę się bardziej starać. Ignorowałam Jaśnie Oświeconego Idiotę aż do samego końca mojego pobytu w głównej sali. Później poszłyśmy na kolejną próbę, w trakcie której pomalowane dekoracje miały wyschnąć. Po niej Chris tajemniczo zniknęła gdzieś we wnętrzu opery, a ja postanowiłam pomóc w zanoszeniu wszystkiego do specjalnego schowka. W udziale przypadło mi drzewo – męczyłyśmy się nad nim większość czasu, więc postanowiłam zakończyć robotę. Niestety przeceniłam siłę swoich mięśni ramion. To ciało było przyzwyczajone do baletu, a nie pływania, treningów tańca nowoczesnego i zajęć z wychowania fizycznego jak to stare. Szybko zostałam w tyle. Ciemne, ponure korytarze przerażały mnie. Czułam na sobie czyjś wzrok i modliłam się, żeby należał do Upiora z Opery albo kogoś innego przyjaźnie nastawionego. Zamiast tego spotkałam lekko już pijanego Jacquesa Lumiere’a - specjalistę od oświetlenia sceny, którego miałam wątpliwą przyjemność poznać rano.
- Panna Giry! To radość ujrzeć panienkę w ten nieprzyjemny wieczór! – powiedział, gdy tylko mnie dostrzegł.
Był już w fazie natarczywej uprzejmości, co nie wróżyło nic dobrego. Szczególnie, jeżeli weźmie się pod uwagę jego wzrok, wlepiający się bezczelnie w mój dekolt, który nagle zrobił się stanowczo zbyt duży. Usiłowałam go wyminąć, wykrzywiając usta w czymś, co miało być uprzejmym uśmiechem, ale złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę. Odór przetrawionego alkoholu trafił mnie w nozdrza, wywołując odruch wymiotny. Zaczęłam się krztusić i odepchnęłam mężczyznę. Niestety nawet nie zauważył mojej niechęci. – Zostałaby panienka chwilę. Zawsze się tak panienka śpieszy, że nie mamy okazji poznać się bliżej.
- Panie Lumiere, proszę puścić pannę Giry – rozległ się czyjś melodyjny, głęboki głos, po którym rozpoznałam osobę swego wybawcy. Withmore. Zazgrzytałam zębami ze złości, ale ulżyło mi, gdy mężczyzna zabrał ręce. Natychmiast cofnęłam się, a on odszedł lekko chwiejnym krokiem. Zostałam sama z tym padalcem. Instynktownie spięłam mięśnie, wyraźnie czując jego obecność. Powoli odwróciłam się, ostrożnie badając sytuację. Stał dość daleko, co znacznie ułatwiało mi sprawę. Podniosłam atrapę drzewa, którą upuściłam chwilę wcześniej i spojrzałam na mężczyznę. Przyglądał mi się z lekko sarkastycznym uśmieszkiem, opierając się o pobliską ścianę.
- Dziękuję bardzo za pomoc, Jaśnie Panie, ale, proszę wybaczyć, śpieszę się – stwierdziłam, ironicznie dygając. Skrzywił się, po czym podszedł bliżej. Nie miałam zielonego pojęcia, co chce zrobić, więc czułam się lekko bezbronna. Ku memu bezbrzeżnemu zdumieniu zabrał mi z rąk dekorację i ruszył korytarzem. Bezwolnie poszłam za nim, zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego. – Poradzę sobie. Tak samo zresztą jakbym dała radę staremu Świetlikowi. Nie musiałeś się wtrącać, Jaśnie Panie.
- Oczywiście. Właśnie widziałem. Poza tym, jeżeli jeszcze raz zwrócisz się do mnie tym swoim sarkastycznym Jaśnie Panie, to będziesz miała szansę pokazania mi jak poradziłabyś sobie z panem Lumiere – odparł dość dwuznacznym tonem, na który zaczerwieniłam się aż po korzonki włosów. Nie dałam tego po sobie poznać, tylko prychnęłam ironicznie.
Nie dałam tego po sobie poznać, tylko prychnęłam ironicznie. Błogosławiłam ciemności opery, które tak skutecznie pomagały mi się maskować. Dość szybko doszliśmy do schowka, gdzie pomogłam hrabiemu ustawić nasze drzewo. Już miałam odejść, gdy poczułam jego dłonie na ramionach. Usiłowałam je zrzucić, ale trzymały się mocno. Powierzchnia pokoju nie należała do największych, więc tym razem stał zdecydowanie zbyt blisko. Czułam jego gorący oddech na szyi i co najgorsze, nie było mi z tym źle. Jedynie rozum buntował się nieustannie przeciwko takiemu braku ostrożności. Nerwowo oblizałam usta.
- Czemu mnie tak nie lubisz, Meg? – zapytał szeptem, prosto w moje ucho. Zmartwiła mnie reakcja mojego ciała, któremu najwyraźniej cała ta sytuacja odpowiadała. Otrzeźwiałam, gdy przesunął dłonie wzdłuż moich rąk, schodząc coraz niżej. Zezłościła mnie ta cała manipulacja za pomocą tych prostych gestów, zapewne wypróbowanych na wielu innych, naiwnych dziewczynach.
- Chociażby dlatego, że nie umiesz utrzymać łap przy sobie, Withmore – odparłam zimno, robiąc krok w przód. Zaśmiał się cicho, nawet nie próbując mnie zatrzymać. Zrobiło mi się paradoksalnie smutno i chłodno. Wyszłam stamtąd najszybciej jak tylko mogłam, nie biegnąc. W pokoju nie zastałam Chris, więc postanowiłam jej poszukać.

C. D. N.
Nastrój:
Kategoria: Opowieść Meg
tagi:


1 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

BBC BBC.mylog.plwtorek, 11.sierpnia.2009, 18:11
83.20.233.130

Kiedy będzie cd? Bo teraz kolej Christine, prawda?
Na Onecie już od dawna nie ma nowego rozdziału... Ja was proszę, napiszcie coś :)





| Lay&html by Panna X TYLKO dla CHRISTINE & MEG |


M E N U

Już osób poznało naszą historię Upiora Opery...


K s i ę g a

.:Zobacz:.
.:Wpisz się:.



BOHATEROWIE

Dodaj do ulubionych

Anioł Muzyki...


A r c h i w u m

2008
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (1)

2009
sierpien (1)




L i n k i

Moje blogi
Inna historia Upiora Opery...
Gwendolyn de Diamant (Średniowiecze)
Pieśń Camelotu...
Victoria Somerset
Gabby Fielding - Taniec marzeń
Victoria Potter
Marta, księżniczka Silvermore
Anielica - Vera de Diamant
Niezapomniane historie - razem z drogą Ewą przepisuję ulubione książki;)
Zaczarowane święta;)

Blogi przyjaciół
Madame Malkin
Alexandra Lestrange
Eve Wright
My-fairytale
Connie Rohan i Emma Stuart
Życie - Koszmar!
Amanda Wood
Owieczka;)

Oceny
Nie-banalne-oceny!

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (2)
Opowieść Christine (2)
Opowieść Meg (1)
wszystkie (5)

christine meg (1)meg christine (1)prolog christine meg phantom of the opera (1)

mala-ygrek



K l u b y



U l u b i e n i

victoria-potter-storysandglass-of-dreamsowca5746story-of-audreyzycie-koszmarconnie-rohanewa5746panna-ysong-of-camelotphantom-of-the-opera

C R E D I T S

Szablon wykonany na specjalne zamówienie
Christine & Meg
Grafika wykonana osobiście
PRZEZE MNIE
Użyłam do tego:
kadrów z filmu
"Upiór w Operze".
Avatar to pomniejszony obrazek
STĄD

Dziękuję SZABLONART
za użyczenie kodu pomocniczego.